Miłość wierna - nieszkodliwa

A tak i miłość zganić kto może poczciwą,
Gdy kto w niej zachowywa powinność prawdziwą?
Nie obłudną, nie zdradną, nikomu k lekkości,
Wiarę na wszem chowając beze wszej chytrości.
Gdy to jaśnie widzimy, iż każde stworzenie
Ciągnie k tej powinności samo przyrodzenie,
Iż wżdy jedno drugiemu musi być życzliwe,
A jedno bez drugiego zawżdy jest teskliwe.
Rozgrom ty stado owiec, wnet jaki wrzask będzie,
Jako się po krzewinie wnet szukają wszędzie.
Rozpłoszysz stado ptaków: jako pisku dosyć,
Jako się ozywając, będą zasię znosić.
A gdyż to i źwirzątkom jest rzecz przyrodzona,
A jakoż ma i w ludziach być słusznie zganiona,
Zwłaszcza kto z poczciwością miernie jej używa.
Iście to wielka rozkosz między nimi bywa.
Ale gdzie też niemiernie, tam i myśl, i ciało,
I dobre mienie ginie, i rozumu mało.
Wiesz, jako się w tej zgodzie Pan Bóg w ludzioch kochał,
Aż gdy poznał ich złą myśl, toż potopem zalał.
Jednoż ono ośmioro, którzy w Świętej zgodzie
Mieszkali, w jego woli pływali po wodzie.
A toż ci jeszcze i dziś ci to prawo mają,
Którzy się tak obchodzą: bezpiecznie pływają.
Bo widzisz, iż każda rzecz, co z kresu wykroczy,
Każdy się w nim ochynie, każdy przez kij skoczy.


Czytany: 2383 razy

R E K L A M A

=>