Prawdziwa opowieść dwa.


Byłem w roku 1972 młodym nauczycielem języka niemieckiego w Liceum
Ogólnokształcącym w Kamienicy Polskiej niedaleko Częstochowy. Miałem
26 lat.
Zawsze w czasie wakacji szkolnych, starałem się wyjeżdżać do dawnej
NRD, aby doskonalić język i popracować. Byłem tam uważany za polskiego
studenta.
Halle Neustadt – rok 1972. Moja pierwsza praca w Międzynarodowych
Brygadach Studenckich pod patronatem Wolnej Młodzieży Niemieckiej ( FDJ).
Byliśmy jako studenci zagraniczni z krajów obozu socjalistycznego –
zakwaterowani w akademiku, na nowo budującym się osiedlu mieszkaniowym.
Pracowaliśmy, ze względu na niedobór sprzętu budowlanego, głównie
przy kopaniu rowów. Praca była na akord a wyniki codziennie były
rozwieszane na tablicy informacyjnej na budowie i w domu studenckim.
Stołowaliśmy się na placu budowy w kantynie. Dojście do placu budowy
pieszo zajmowało nam około godziny.
Po pracy robiliśmy zakupy w pobliskich sklepach samoobsługowych,
gotowaliśmy sobie kolacje, pisaliśmy listy. Oczywiście nie stroniliśmy
od zabawy w pobliskiej restauracji - "Biała róża”. Na naszym osiedlu
było zawsze wesoło.
Po raz pierwszy zacząłem wówczas pracować jako tłumacz. Cieszyłem
się popularnością wśród Czechów, Polaków i Słowaków.
Pamiętam Milenę. Słowaczka - bardzo piękna i młoda dziewczyna. Za
piękna – bo niestety
nasi opiekunowie z FDJ natychmiast zaczepiali ją i to bez żenady.
Prosiła nas Polaków o opiekę, bo chciała być wierna swemu chłopcu na
Słowacji. Chodziliśmy z nią wszędzie a ja pomagałem jej grzecznie i
elegancko uwalniać się od natrętów. Była nam bardzo wdzięczna za
opiekę a jej rodacy wyśmieli tłumacza niemieckiego, który próbował w
języku słowackim tłumaczyć niemieckie prelekcje kulturalne. Poprosili,
żebym tłumaczył i mimo, że mówiłem do nich po polsku, rozumieli mnie
doskonale.
Na weekendy wyjeżdżaliśmy wówczas pod namioty do innych miejscowości.
Wyjazdy organizowała FDJ.
Pamiętam jak moją błękitną koszulę – modną wówczas, bo zakupioną
w Polsce w sklepie prywatnym – działaczka FDJ chciała zamienić na
swoją. Odmówiłem jej. Powiedziała mi od razu, że jest chora i
chciała zdjąć moją koszulę. Nie dałem jej tego zrobić – ale
pogłaskałem i przytuliłem dziewczynę. Wyszła rozczarowana z mojego
pokoju.. Później dowiedziałem się, że nie o koszulę wyłącznie jej
chodziło. Ot – dałem się nabrać na prastary damski chwyt.

Czytany: 154 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: