Żołnierz
Drugi zasię, by się więc diabeł z piekłem zwadził,
Tedy nigdy na zgodę już nie będzie radził.
By mu dano pieniądze i tam by szturmował,
Dotłukał starych murów, co Pan Bóg popsował.
Już i wolność, i gardło w niewolą zaprzeda,
A nie raz, wóz dżwigając ze błota, zabieda.
Szkapy drżą a chłop płacze, za szyję mu kapie,
Pan pociąga wędzonki a po łbu się drapie.
Bo już dawno nie spierał, jako barchan chusty
Barzo smalcem przypadły na ty mięsopusty.
Siadszy około ognia będą narzekali:
"Wierzę, żeć nam tę służbę wszyscy diabli dali."
Tłe mu w gardle wędzonka, potrząsa bokłaga.
Ano już jedno drożdże, już w nim lekka waga.
Musi czasem jednaniem a dla lepszej zgody
Legszy na brzuch i mętnej nachłysnąć się wody.
Wżdy przedsię jako furman, chociaj czasem wpadnie
I po uszy we błoto, a pieca dopadnie,
A grzaneczka w dunicy przed nim w piwie pływa,
Już wszytkiego zapomni, jako pan używa.
Przed świtaniem smaruje a znowu się wlecze,
By mu koł nie pogorzał; naręczni ego siecze.
Takież. miłe żołnierstwo! Choć się odrzekają,
Niechajże!; jedno kędy workiem zabrząkają,
Prędko się zasię zlecą, by do miodu pczoły.
Rychlej to workiem zwabi, niż mięsem sokoły.


Czytany: 1305 razy

R E K L A M A

=>