Stajenny (2)


Słońce chyliło się ku zachodowi. W okolicznych domach zapalono światła. Półmrok powoli wpełzał do stajni.
Konie wracały niechętnie z pastwiska. Ociągając się, jeszcze skubały trawę. Stado popędziło w końcu za czarnym wałachem, kierując się ku wejściu do stajni. Rozległ się głuchy tętent kopyt po betonowej podłodze, tak jakby dobosz uderzał pałeczkami w bęben.
Ija, ija - dobiegło z końca stajni. To dwa brązowe konie, podobne do siebie jak dwie krople wody - nie były zadowolone ze swego towarzystwa... Zakłębiło się znienacka. Antagoniści się pogryźli.
   Stajenny otwierał boksy, wpuszczając zwierzęta po kolei do środka.
- Maryla, gdzie jesteś?
- Chcę zapędzić Derka do boksu.
Łagodnym ruchem ręki lekko dotknęła zadu brązowego konia. W półmroku stajni, w której wirowały kłęby kurzu, konie były nie do odróżnienia. Dał się słyszeć głuchy trzask. Żona stajennego krzyknęła i upadła na podłogę. Przetoczyła się dwa metry dalej, aby uniknąć stratowania przez rozzłoszczonego konia. Był to niestety nie ukochany Derek a niegrzeczny i agresywny Lampi, wzięty na przechowanie.
   - Maryla, co się stało?
   - Kopnął mnie - zaszlochała żona stajennego.
Wówczas gospodarz silną ręką złapał Lampiego za kantar, wciągnął do boksu, zaryglował bramkę i pomógł wstać zranionej żonie. Potem zaprowadził ją do pokoju obok, gdzie obejrzał zranioną nogę. Wyglądała okropnie.
   - Zadzwonię na pogotowie. Nie wiadomo czy noga nie jest złamana - powiedział.
   - Nie wiem. Okropnie mnie boli i jest bardzo spuchnięta - szlochała.
Pogotowie przyjechało po kilkunastu minutach i zabrało ją do szpitala.

cdn.

Czytany: 150 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: