Niechciana
Minęło dwa tysiące lat,
Lecz nic nie zmienił się ten świat.
Niby Miłości każdy pragnie
I niby dobra wszędzie szuka,
A kiedy Miłość przyjdzie do niego,
Kiedy do serca jego zapuka,
On się zamyka, odwraca głowę,
Żałuje choćby jednego słowa.

Zaraz oskarża, złość okazuje,
Brak zaufania i się buntuje.
Wyśmiewa, drwi, rani, dokucza,
Ucieka najdalej jak tylko może.
Ty wiesz najlepiej dobry Boże.
Albo najchętniej by ją zniszczył
Wyrzucił, pozbył się, unicestwił.

Ona cichutko opuszcza głowę,
Dla jego dobra na wszystko gotowa,
Nawet na serca ból, na wyśmianie,
Znosi wytrwale złości, humory,
Usprawiedliwia jego egoizm.
Bo wszystko zniesie, wszystko przetrzyma,
Zawsze przychylna, zawsze cierpliwa.
Nadzieję przejawia też bez końca
I się nie gniewa, i nie zazdrości,
Wybacza wszystkie nieprzyjemności.

Bo pragnie tylko dobra bliźniego,
I wierzy ciągle w piękno jego.
Choćby głęboko było ukryte,
To wady okrywa tajemnicą,
Bo nie chce, by ktoś o nich wiedział.
Pragnie na dobro go otworzyć
Dlatego o nim zawsze myśli dobrze,
Dlatego zawsze o nim dobrze mówi.

Taka jest Miłość prawdziwa, trwała,
Ta najpiękniejsza ze wszystkich uczuć.
I się nie kończy, i nie przemija.
Taka jest Ona, taka wspaniała,
Chociaż jest ciągle bardzo niechciana.

10.05.2014r.


Czytany: 171 razy

R E K L A M A

=>