Kolka. Opowiadanie


Dniało.
Dojmujące zimno wdzierało się przez futryny okien do wnętrza stajni.
Nie zapalał światła. W półmroku ledwo było widać konie w boksach.
Rutynowo skierował się do nagromadzonych bel słomy. Załadował trzy z nich na taczkę.
- Gdzie jest nóż?
Obłędne szukanie po bloczkach cementu. Jest. Zgrabiałe palce napotkały sznurki, chociaż trudno było je dostrzec.
Teraz porcjowanie. Odsunął rygle. Miarowo roztrzepał wiązki słomy na całą szerokość boksu.
Koń Derek leżał na wczorajszej słomie.
- Co jest?
Zawołał drugiego stajennego.
-To kolka. Koń ma kolkę. Panie Jurku, pojadę do apteki kupić lekarstwa.
Zrobię mu później zastrzyk. Proszę go wyprowadzić na paddock. Niech
chodzi w kółeczko.
Derek z oporami dał się wyprowadzić. Pozostałe konie zarżały.
Derek wyszarpnął linkę kantara i zbliżył się do drzwi stajni.
Nie chciał się ruszyć z miejsca. Na próżno stajenny pieszczotliwie go
przywoływał. Koń, trzymany za kantar, raz szedł posłusznie, raz przystawał przy drzwiach stajni.
Zimowe błocko oblepiało adidasy stajennego.
-I jeszcze po kółeczku kochany. Chodź.
Po przyjeżdzie drugiego stajennego z apteki, stajenny Jurek podprowadził konia do boksu. Drugi stajenny - Marcin - zrobił zastrzyk. Koń wkrótce wrócił do zdrowia.

Czytany: 213 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: