Lubię samowolkę. Opowiadanie


Poranek był mglisty a ciężki płaszcz wilgoci opadł na stajnię. Stajenny po przebudzeniu się i wypiciu filiżanki kawy wyszedł przed stajnię na papierosa.
Półmrok panował jeszcze w boksach. Konie nastawiły ciekawie uszy, gdy usłyszały kroki. Bystrym spojrzeniem zlustrował pomieszczenie.
- Otwarty boks ? - pomyślał. Nie ma Tigera.
Tiger, potężny wałach, rasy szlachetnej półkrwi, znajdował się za kotarą oddzielającą boksy od składu paszy i gorliwie uszczuplał zapasy siana.
- No witam konika - odezwał się stajenny.
Tiger podniósł leniwie głowę i po namyśle opuścił ją znowu - jego szczęki żuły miarowo.
- Idziemy - powiedział - I to już .
Koń ruszył galopem, potykając się o szczotkę. Zatoczył wdzięczne koło przed swoim boksem i ani myślał wejść do środka. Wolno udał się do wodociągu,
potykając się o stojące obok wiadra.
On w tym czasie przyniósł słomę. Ignorując kręcącego się niespokojnie konia, podścielił mu boks. Koń posłusznie wszedł do środka.
- Acha kochany - podważyłeś łańcuch z kłódką i rozwiązałeś węzeł linki zabezpieczającej zamek - pomyślał. Sprytnie, całkiem sprytnie..
Koń zarżał przeciągle i pochylił łeb w dół. Słoma widocznie mu też smakowała.
Nie zwracając już uwagi na konia, zabezpieczył zamknięcie boksu.

Czytany: 178 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: