Wspomnienia, wspominki...


Na Krzykach wrocławskich, ulica Pocztowa
był tam akademik, mały, malusieńki.
Och jakie to były w piątki straszne męki,
po których w soboty bolała mnie głowa.

Itede nazwany, męską miał obsadę,
w piątki po zajęciach panny przychodziły.
Wystrojone ślicznie, pupami kręciły,
więc ci czytelniku taką dam tu radę:

Najpierw zamów kawę w klubie na parterze,
niech pannę ogrzeje napój wyśmienity.
A kiedy zakropisz kawę okowitą
wtedy na amory i tobie się zbierze.

Najpierw tangiem wolnym w głowie jej zawrócisz
i mocno przytulisz do swojego ciała.
A ona bezbronna, taka biedna, mała
nie będzie się przecież ze swą cnotą kłócić.

O Boże kochany, gdy żona daleko
pisać będę tutaj takie bezeceństwa.
I sławić te boje, zawsze też zwycięskie,
gdy czas szybko płynie, tak jak wartka rzeka...

Czytany: 176 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: