Słońce dzieciństwa
Świeciło nad moja głową - zwykłego człowieka
Słońce co dawkowało szczęście i radość
Widziało każdy krok podążania i tułaczki bez celu
Dni okraszone potem zmęczenia i łzami na policzkach
Widziało mnie w trudach zmagań i lenistwie beztroski
Dawkowało energii na dni beznadziei
W samotności na zielonej polanie - towarzysz
W skrajnym wyczerpaniu- niekochania serca
W śpiewie stęsknionej duszy z podniebnym okrzykiem
Darowizną na każdy nowy dzień od poczęcia
W chaosie dnia beznamiętnie przeżytego
W dreszczu rzeczywistości rodzinnej
W wołaniu o miłość obcą od bliskich
W krzyku stania się wolnym
W uniżeniu serca bijącego - oszalenie
W tłumieniu uczuć wielkiej wagi
W pragnieniu końca dnia - początku nocy
W modlitwie wieczornej do Boga o miłość
W zawirowaniu ciemności nocy i rozkoszy samotności
W objęciu, spokoju kołdry ciepłej
I bezpieczeństwa przy sobie samej
W radości nocy do snu tulącego
I niepewności dnia następnego



Czytany: 221 razy


=>

Najnowsze


























Top czytanych


























Top Autorzy


























Top Użytkownicy


























Używamy plików cookies, aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. co to są pliki cookie? . WIEM, ZAMKNIJ