Jaskółko czarnopióra 

Statek bez miłości tonie w morzu zwątpienia
Poza horyzontem wiatr fale trwogi wznieca
Jaskółka czarnopióra ku słońcu lot wzbiła
Zwiastunka burzy szybuje aż po kres nieba

Ptaszyna niesie wołanie konającego
Strzępy sumienia uwija w nadziei gniazdo
Prowadzi doliną syna marnotrawnego
Pogardą za dobro dzisiaj mu odpłacono

Dotkliwie gniecie skronie cierń niezrozumienia
Otwarte nagie rany toczy jad zwątpienia
Szyderstwo losu przygniata belką ramiona
Oczy bielmem zakryte szukają zbawienia

Ścieżka taka wąska bruk rani bose stopy
Na twarz ciosy spadają opluwają szaty
Za garść srebrników sprzedany i opuszczony
Oto człowiek widzicie jaki on jest słaby

Piachem sypią w oczy ocet pali wnętrzności
Pomagał chorym siebie niech mocą uzdrowi
Gdzie jest jego królestwo i kto go wybawi
Zawołał Eloi, Eloi, lama sabachtani?

Czytany: 180 razy

R E K L A M A

=>