Gabinet jak się patrzy




pracy nie przerobi biedak
po godzinach też się nie da
już kark sztywny boli głowa
pisze liczy wciąż od nowa

cyfry dwoją się i troją
przed oczami mroczki stoją
co tu począć już się smuci
szef na zbity pysk wyrzuci

przegryzł tylko chipsy śmiecie
nie był nawet w toalecie
głód doskwiera pęcherz pęka
taka praca to udręka

musi majdan wziąć do domu
i tam skończyć po kryjomu
małe jednak ma mieszkanie
stos papierów-przechlapane

nie ma tam spokoju ciszy
domowników głosy słyszy
nie może się wcale skupić
taka praca to do dupy

nagle pomysł i olśnienie
zaraz zrzuci ciężkie brzemię
gabinet ma jak się patrzy
w swojej małej ubikacji.

L.Mróz-Cieślik

Czytany: 175 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: