Szalik z liści


siedzę przy oknie
wsłuchana w ciszę
z drzew lecą liście
ich szelest słyszę

krążą bezwładnie
tak kolorowe
trącą o chodnik
spadną na głowę

strącane deszczem
sieką jak strzały
pragnę by jeszcze
długo spadały

mokre jak żaby
trzymam je w ręce
jesiennej laby
chcą jak najwięcej

jak rzep czepiają
lepkie i śliskie
a barwą ciepłą
są oczom bliskie

i lśnią połyskiem
jak but lakierek
pochowa wszystkie
jesień w kuferek

potem na drutach
utka szal złoty
gdzie liści nuta
figle i psoty.

Czytany: 284 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: