>> Najnowsze  >> Autorzy  >> Użytkownicy  >> Zaloguj 

Moja śmierć (najprawdopodobniej) przyjdzie w niedzielę



Ciągle coś pani zmyśla
zostawia się samej sobie
ciągle też pani powraca
i jest wciąż w innym wcieleniu

Ciągle jest pani przewodnikiem stada
ludzi wątpliwej woli
tak mimowolnie częściowych w tym sanktuarium
jak ustawicznie jątrząca się blizna
która (nigdy) się nie zagoi

skóra wciąż zbyt mokra od strachliwego potu

Ciągle pani zmyśla
że jest tak zniszczalna
jak wiecznie starzejący się staruszek
ciągle wprasza się pani do cudzego stołu
ubiera dusze w odrapane wieszaki na ubrania
które wyrzuci ktoś inny

Droga pani
cóż to za brak intymności
na tym betonie mlecznej drogi
cóż to za zgaśnięcie
że się pani nawet nie zająknie
kiedy połyka
(niczym rosiczka wysysa) mnie
z chityny przyzwyczajeń

Dzwony w (coraz bardziej) pobliskim kościele
prawie głuche
na pani ciągłe tokowanie



W piwnicy niepocięte deski na opał
(tymczasem) skradają się bezszelestnie
do przerażonej (moją nieobecnością) siekiery

Nie zdążyłem zrobić wszystkiego
wszystkiego zrobić nie zdążyłem

Msza o siódmej właśnie się skończyła
bezszelestny wypust żyjących

Czytany: 219 razy


=>

Najnowsze


























Top czytanych


























Top Autorzy


























Top Użytkownicy


























Używamy plików cookies, aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. co to są pliki cookie? . WIEM, ZAMKNIJ