Król...


Królem zwierząt obwołany
i przez wszystkich podziwiany
stroszy grzywę nos zadziera
a poddanych poniewiera

lew... bo o nim jest tu mowa
zginie każdy kto się nie schowa
straszny w gniewie kiedy ryczy
żarcia oraz lwiczek sobie życzy

każdy biegnie przerażony
po alkohol biegną żony
co wróciły z polowania
bo się strasznie boją drania

chociaż na plecach wciąż niesiony
bliskich tłucze brutal wypasiony
wszelka praca mu obrzydła
nawet mycie... już nie używa mydła

trwał ten horror lat kilkanaście
jak każda dyktatura kiedyś w końcu trzaśnie
pały na grzywie połamała wezwana Policja
wrócił spokój miłość i... prohibicja

zbyt często uznajemy królem kogoś
kto nami potem pomiata
a jemu do twarzy pasuje nie berło
a do zmywania szmata


Wizard

Czytany: 186 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: