Witaminy daj lubemu...


W pewnym sklepie po śniadaniu,
konia z rzędem za to daję,
gaworzyły starsze panie -
nigdy gadka nie ustanie.
(za to daję konia z rzędem - nie ustanie! )

Moja pani, mój słabiutki,
nie wyniesie nawet śmieci.
Taki mały i malutki,
tak się skurczył w tamtym lecie.

Witaminy jemu trzeba,
więc sałatę dziś kupuję.
I wciąż mu przychylam nieba
a on pisze lub maluje.

Taki to niedowarzony...
pani Geniu, troszkę większą.
Spluty ciągle niespełniony,
ja to gwiżdżę na te...wiersze.

No bo co ma pani z tego?
Piórem skrobie jak najęty.
Chłopa mam dziś półżywego
wciąż mu w głowie są wykręty...

Czytany: 263 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: