Wielkanoc małej Lucynki


Wielkanoc małej Lucynki

o świcie rano zawsze co roku
gdy jeszcze ciemno cisza i spokój
wstaje rodzinka na rezurekcję
a dla Lucynki wcale się nie chce

jeszcze pomarzyć bym chciała sobie
wstać pacierz zmówić na łąkę pobiec
nie miałam jednak w tym względzie forów
musiałam wstawać mimo humorów

w lakierkach nowych i nowym płaszczu
tak wystrojona wielki to zaszczyt
stukałam głośno butem o chodnik
żeby pochwalić się strojem modnym

w kościele miejsca nie było zawsze
więc i nie chciałam ja chodzić na mszę
stać na dziedzińcu tuż pod kościołem
marzyłam zasiąść szybko za stołem

marzły mi nogi odkąd pamiętam
nie było ulgi nawet we święta
a że ma ostry Podlasie klimat
często w Wielkanoc tam była zima

po mszy radosna ile sił w nogach
pełna miłości do Pana Boga
w brzuchu burczało pędem do domu
dzielić się jajkiem i mamie pomóc

i wreszcie uczta po wielkim poście
tyle jedzenia aż serce rośnie
wszystko domowe a jakie smaki
a potem na dwór wszystkie dzieciaki.

L.Mróz-Cieślik

Czytany: 338 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: