Dwa brzegi



Melodia ciszy mojego ukojenia
wychodzi mi na przeciw
kiedy znowu nic nie słyszę
kocham swoją ciszę
słowa składają ręce do modlitwy
mój uśmiech przysiadł na skraju tęczy
szuka pogubionych wyrazów
co błądzą teraz po kniei
dzisiejszych miejskich dżungli
moja cierpliwość buduje dom
zdanie po zdaniu mozolnie
bez okien z widokiem na spokój
ten mój uśmiech co przysiądzie
byle gdzie bez zastanowienia
zastępuję mi maskę bycia
niewidoczną dla oka sowy
co to zawsze wszystko wie lepiej
nie mówię przecież
że wszystko we mnie dobrze ułożone
nie wypowiadam się w imieniu róży
bo jej we mnie nie ma
nie mówię też w imieniu sikorki
bo nie mam jej skromności
od dłuższego czasu przyglądam się
swojemu odbiciu w lustrze
jak dwóm brzegom
które należą do tej samej rzeki
jednak każdy wije się po swojemu.

Czytany: 249 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: