Marchewkowa ballada


Dzisiaj w południe konik kochany
Marchewkę z palcem pomylił
Dziabnął zębami porobił rany
Bo w pysku dużą miał siłę.

Jucha trysnęła na żółtą słomę
Szczęki rekina kłapnęły
I pomyślałem że chyba skonam
Albo mnie trafi cholera.

Dobrze że w nabiał bestia nie uciął
Klejnoty mam ocalone
Gdyby wacusia też jeszcze skrócił
Szkoda by machać ogonem.

Czytany: 292 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: