Lament podwórzowy


O ja biedny o laboga
W kościach strzyka boli noga
Żona zrzędzi na śniadanie
Tak że już nie wejdę na nią.

Łyk piweńka by się zdało
Szukam forsy ciągle mało
Więc zapukam do sąsiadki
Może da się skusić gadką.

Więc z polotem wnet zaczynam
I zbolałą mam też minę
Pani droga ma królewno
Coś mi dzisiaj jakoś rzewnie.

Ni pies w rękę nie poliże
Czy ja taki zły że gryzę?
A kobieta moja własna
Przerobiła mnie na ciasto.

Och sąsiedzie rzecze ona
To megiera niechaj skonam
Masz kielonka tu małego
W domu nie ma męża mego...

Jurek

Czytany: 244 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: