Smutny wiersz o staroścci
Pali w żeleźniaku, milcząca, skulona
na podołku ręce bruzdami zorane
wystrzępioną derką jest opatulona
bo wie, że najzimniej przeważnie nad ranem.

Jasiek zmarł rok temu, kochany nad życie
pracował, dbał o nich, żyło się jak w niebie
dobry był gospodarz, myśli o nim skrycie
dlaczego kostucha zabrała do siebie.

Dzieci jak to dzieci, sześcioro ich mieli
wychować, wykształcić trudy ponad siły
wtedy bardziej młodzi i bardziej weseli
dzisiaj tylko bruzdy twarz jej wyrzeźbiły.

Do miasta wyjeżdża latorośl dojrzała
dni puste, wciąż liczy, że się coś wydarzy
z matką nikt nie może zostać, choćby chciała
nawet nie zazdrości dzieciakom miraży.

Siedzi więc nieboga, laseczką podparta
sucharek utopił się w herbacie zimnej
nie w taką wierzyła starość nic nie wartą
dwadzieścia lat temu marzyła o innej.

Smutna to historia, jak z palca wyssana
mocno siebie besztam - co jest do cholery!
Dzieci nie są takie, jestem matką sama,
kuchnię mam gazową i kaloryfery...

Czytany: 298 razy

R E K L A M A

=>