Mamo...
żałośnie opuszczona ręka
nie szuka niczego
zwisa
samotnie
bezpańsko

na białej poduszce rozsypane
przyprószone szronem
niczym piórka gołębia na śniegu
delikatne włosy jak u małej bezbronnej dziewczynki

oczy szeroko otwarte
ciemne jak grafitowa noc
czekają na usta
lekko drżące
w pół-grymasie
obojętne

nadzieja skierowana w prostokąt drzwi
monotonny szmer jarzeniówek zagłusza cichutkie westchnienie

przyjechali z kolacją
jakby to miało znaczenie
ulubione parówki już nie cieszą

Czytany: 298 razy

R E K L A M A

=>