W mojej zagrodzie


Nie ma czegoś takiego jak przypadek
Wszystko, co się stało jest prawidłowe

Z emigracji nic sobie nie robię
Z peryferii odbicia idylli obrazy są wyraźne
Od strony skraju obok i przed płotem
Literatura w sam raz dla krytyki agentów
W poszczególnych dekadach
Prowadzi się życie dalekie od obywatelstwa
I jak w zaprzeczeniu, że nie piszę dla siebie
Nie można powiedzieć, że nie piszę dla innych
To wszystko mieści się w definicji teatru gdzie
"Cyrk nazywa się kulturą a my - to klauni"
Potwierdzenie wszystkiego wręczyły czasy
Łatwo dzielone kraje nie mogły same cokolwiek
Za obdzieloną sceną w kuluarach kot
Z żargonu dzikiego zwierzęcia został
Bezimienny spokój przed skokiem do interpretacji
Własnego wstydu dla instrumentu osiągnięcia celu.

Czytany: 256 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: