Lato w Soar
a śnieżny byłeś miecz jak mewa krzyczał
słono Cie niosło z chrzęstem Smugopióry
co wzniesiono wielkim furkotało nagle
Ojciec cię otwierał nad ziemią wachlarzem

a Ziemia ?
my w słońcu na niej jak paluszki

a jeszcze mniej było nam kroczek uczynić
kreseczka to ledwie a my zawsze : Później
jeszcze zdążymy miedzi pełne ręce

im bardziej syci nasze serce
żyłka

aż wreszcie nas dotknie co w błękicie twarde
tam biegnąc w czerni poznajemy z wolna
czerń najgłębszą z czerni sukni nie przepaszesz
w popiele już siwa bardziej być nie może

w takiej stąpała barwie prawie białej
a pląs Kościanej kiedy karki maca
jak dzwon na statku ten woła do steru
czemu nas anioł łamie własnym masztem

z wiatrem wieść niesie że pewnego lata
patrząc Ci w oczy a morza nie słychać
w dzwonie zaś gorzkich łez było z trzy łokcie

dom mam za sobą ani mi tam spojrzeć
dom mój doszczętny bo milczą zbłądzeni
I mówić będą Latarnia za nami

I skrobać będą po soli paznokciem


Czytany: 680 razy

R E K L A M A

=>