Prozac


Wiersze rosną we mnie. Podlewam rzadziej, lepiej kwitną.
Czasem pulsują w skroniach, wymykają się, bredzą, brudzą.
Poronione tracę. Zielone - potrzebują myśli,
słońca i dystansu. Wtedy nabierają koloru i kształtu.
Warto czekać. Gdy obeschną z przegadania - pojawiają się kontury.


Odciskam esencję, formuję, zanurzam w wyobraźni.
Nie wysychają od razu, potrzebują chłodu spojrzenia.
Wyżymam wodę. Jeszcze. Do końca, niech pali w język,
a w arriere-gout przechodzi w subtelną łagodność.
Odrywam od szypułki, sprawdzam siłę wiatru. Wypuszczam.


Próbuj ostrożnie. Z namysłem. Nie sądź po pierwszym czytaniu.
Rozgryź i poczuj każdą z warstw. Rozpuść pod językiem
i zamyśl się. Jest dla ciebie. Tylko dla ciebie. Prozac.


22.08.11

Czytany: 423 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: