Zima
Dryfują pobladłe, jak nieludzkie – twarze
Pośród chłodnych domów, czarnych jezior okien.
Labiryntem ulic w wąskich sidłach miasta
Gdzie niebo z sufitu kruszy się na głowę.

Oczy myślą - spojrzeć?
Uciekają w powieki rude podwaliny
Z ust krew do serca, jak czerwone ptaki
Uleciała
Opuszczając pobielałe wargi.

To szron na drzewach, czy to na mej dłoni
Para z ust zamkniętych pociechą nikomu
To kropla przejrzysta spływa po mej skroni
Rodzi się pragnienie, by znów być w swym domu.

Uciec z objęć świata, który choć nie trzyma
Jest uzależnieniem, jest jak heroina
Słowa biciem serca, cały świat tęsknotą
Wymieszaną łzami i rzuconą w błoto.

W chmur departamencie własnych słów i blasków
Siedzimy bezczynnie czekając oklasków.
Dryfują pobladłe, jak nieludzkie – twarze
Oczy najlepszym są duszy malarzem.

Czytany: 398 razy


=>

Najnowsze


























Top czytanych


























Top Autorzy


























Top Użytkownicy


























Używamy plików cookies, aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. co to są pliki cookie? . WIEM, ZAMKNIJ