wiatr pachnący odnalezieniem. nie - loty


to wszystko jest we mnie, we śnie. weź mnie.
zajmuję mało przestrzeni, mniej niż nadlatujący październik.
zobacz, już puszcza siwe smugi, dymy. jątrzymy rany, a on
skrzydłami miesza powietrze, kluczy i umniejsza blasku.
kołatka coraz zimniejsza - (nie dotykaj językiem - szczypie).


wejdę za dnia, pod skórę, pod piórem mam resztę światła.
starczy na zimę, na imię. Srebrem rozpalimy jedność.
Ważę mało, uważam więcej na dziuple wymoszczone wiatrem.
gdzie opuszczone myśli wilgną i mrą z niedokończenia.
a przecież na sen, na sennik jeszcze nie czas.


wszystkie drogi na skróty ślepną. po omacku dotykają dna.
a ja, w połowie szklanki z liściem ratunkowym - wołam:
moa, skrzydła to nie wszystko, ważne jest siedlisko, przystań.
przystań, mam dużo miejsca na przyszłość, na 'bezgrosz'
i świeżo zaparzony świt dla ptaków. nie odlatuj.


-A.G./23.09.11/

Czytany: 730 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: