Line Marsa


To była naprawdę wspaniała opowieść,
mówiła z uśmiechem, leżąc w centrum puenty.
Niech epilog za mnie ktoś inny dopowie,
- i głos zawiesiwszy - podaje pomięty


osobisty prolog. Tutaj - nie ma streszczeń,
czuć mgielne poranki, a wodzenie kłosem
po wrażliwym ciele - przyprawia o dreszcze.
Mimo, że na karku lat czterdzieści osiem


ciągle widzi siebie w rzemiennych sandałach,
jak odsuwa sprytnie spod stóp pierwsze liście
i w gardle ulicy zanurza się cała
po bar 'bellevilowski', ściskając kieliszek,


- Zdrowie! Za dmuchawce puszczone na wolność.
I mogłaby przysiąc, że poznaje zapach
słyszy krok na sali, kiedy niepozorną
nutą wiatr oddycha, lecz nie może złapać,


dłonie przemarznięte. Na wytartej mufce
śpiące pocałunki związane na zawsze
ze słowiczym głosem, a opowieść wkrótce
zamilkła ze światem. To epilog nadszedł.


-A.G./18.08.11/

Czytany: 248 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: