jesienią


znowu zaczyna szeleścić pod nogami. dywanik.
przycięte dni owocują jarzębiną, chcesz minąć?
spróbuj wiosną. trudniej się umiera. cholera,
teraz godziny zachodzą szybko na siebie, nie wiesz?
możesz nie zdążyć na ostatnie pożegnanie. na sianie
się kocha, a odchodzi później (bluźnię).


przestań wybuchać jak dojrzały agrest, zabawne
cały miąższ zostawiasz na ścianach. to nie dramat.
włóż do ust, zamknij, wypuść w maju. teraz czaruj
(można udawać) wyssij ciepło z oczu. poczuj.
niech kwitnie przez zimę i spływa karminem.


za łatwo krzyczysz - hollow, hollow, wiem - palą
mosty, trawy i panewki. możesz inaczej. tyle znaczeń
do nacięcia mamy w piersiach, nie umniejszaj.
zapatrzeń i dotyku. samotne linie będą sinieć
na dłoniach, nie dopłyną do horyzontu. zamontuj
przetrwanie na przegubach, uwierzmy w cuda.

Czytany: 565 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: