lustro


lubiłam przed nim stać zwłaszcza nago
z uśmiechem okrążać okrągłe
znaczyć drogę do ust i balansować ciszą
na rzęsach siedziała tajemniczość


pilnowała ogników by nie zdradzały
zbyt wcześnie wypływały duszne zamiary
skrzyły niecierpliwymi kroplami
na wypukłym pożądane myśli


dzis krajobraz po bitwie zaostrzył rysy
omijasz kanty i wgłębienia
ale ono widzi i wskazuje palcem
sama nie wiem jak to się stało


'siedem lat nieszczęścia'


Czytany: 424 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: