rozpuszczalny kolor czarny


jutro posiądzie dar zapominania dzikich spojrzeń,
lgnących do ust i oczu. jak mgła paruje ostatni
oddech zostawiony między udami. piersi zostały
białe, choć chciała umajeń.

niech faluje poza mną - mówi, zdrapując
ze słonych policzków obrazy, szare jak blizny
po ospie. jeszcze tylko parę wulkanów do zgaszenia.
zasycha mowa - trawa.

cyrografy nie są spisane krwią.
nawet wielka i ciężka parafka na plecach, traci
na wadze w wodzie, a z każdym kilometrem rozpuszcza
pieczęć na prawej dłoni.

nie dogonisz
jej.

-A.G./ 30.07.11/

Czytany: 442 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: