tartaczna


ciotka stella kochała drzewa. im większe, tym bardziej.
wzrok nie sięgał do koron, liczyły się grube pnie.
dałabym głowę, że widziała w nich przyszłe szafy,
serwantki z porcelaną i opasłe kredensy.

co rok obrastała nowym słojem tłuszczu i kontem
w banku. kiedy zdrewniała, zaczęły ją drążyć korniki.
nie da sie ich zabejcować - powiedziala matka,
infiltrują od głowy, zabierając wszystkie zyski.

poznałam większość bolączek i niestworzonych historii.
wysyłała je w korespondencji razem z plotkami
i przepisami na choroby. w każdej skrzętnie ukrywała
kota, ale listy z sierścią mówiły za siebie.

w dziewięćdziesiątym piątym wspięła się na akacje,
chcąc karmić piersią zdziwione gołębie.
wyglądała dziecinnie w zielonej koronie. za rok wyszło
na jaw, że drzewa można pociąć na deski do trumny.

wieko koniecznie z reliefami - (zarządził ojciec).

-A.G./12.01.10./

Czytany: 261 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: