przystanek przed stajenką


i z czym pójdę do ciebie, gdy mi zamkniesz oczy?
powątpiewam w modlitwy, nie poszczę gdy trzeba.
wielu się już zgubiło, szukając uroczysk
na pogańskich terenach. tam skąpiłeś nieba?


jak mam wiarę odnaleźć, przecież zaplątałeś
języki mocnym supłem i grzechem przegniły.
gdzie jest naród wybrany? nie tam, gdzie izrael
ma krew lepką na rękach. choć cię tam chwalili,


lecz ofiary zabrakło. dzbany z wiarą puste,
choć świątynie złocone - nieświęty ten splendor
chłonie gąbczasta ziemia. po co tyle ustępstw
upadłemu? oddaję się własnym obrzędom.


w nich czuję się najlepiej, mam raj własnych myśli,
gdzie krzyk dziecka nie budzi i matki nie płaczą.
Może jabłoń bez węża wreszcie mi się przyśni
i odzyskam swój spokój. w oczach twoich tracąc.


-A.G./14.12.2009/Paris

Czytany: 259 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: