Tristado


w dłoniach pulsują wypalone chęci,
zbyt słabe, żeby przebić pułap ruchu.
bram bronią skronie zroszone niewiadomą,
szukają cienia w zmiętej pościeli.

zgubny to azyl, kłamie w ciemności i nie goi.
ale tak bezpiecznie jest oszukiwać siebie.
nad ranem znów zmyjesz niemych świadków.
i tak wrócą, lubią wracać, zawsze wracają.

siądą wygodnie w konturach oczu, osnują
pajęczyną każdy spazm krzyczący o pomoc,
a blada twarz przejrzy się w lustrze
i zastygnie - widząc martwe jutro.


-A.G./05.07.11/Paris

Czytany: 243 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: