Czasem wiosną


Myślę sobie - nie wiem, być może potrafię
spojrzeć z aprobatą na to, co przemija,
i poczuć do czasu ot, prostą sympatię
jak Madej do łoża - zwyczajem fakira.

Z pobłażaniem rano przyglądam się sobie,
zacierając ślady po czterdziestu latach,
tak naprawdę przecież nic sobie nie robię
z tego że ukradkiem zmarszczek mi nadrapał

czas, co pory roku zagrzewa do biegu,
przepychając zimę aby młoda wiosna
nie straciła pąków wśród zmarzlin i śniegów,
i mogła urodzić pierwszego pierwiosnka.

Później jak w sztafecie podaje pałeczkę
i czaruje drzewom zielone sukienki,
zakochanych sadza w parku na ławeczce,
drżący dotyk kładzie im prosto do ręki.

I ledwo co miłość ujrzą w swoich oczach,
a już lato pali uczucia i skwierczy.
Przychodzi refleksja Czesława Miłosza,
że faktycznie przecież "przystojniej jest nie żyć".

Zwłaszcza kiedy jesień wiezie melancholię
wraz z szybą patrzącą zapłakanym wzrokiem.
I dziwnym sposobem deszcz rozpala ogień
otwierając rany. I tak rok za rokiem,

aż po nową zimę, wiosnę, lato, jesień
bez chwili oddechu, bez szansy na powrót
zdobywa tereny, ciało marszczy, gniecie.
A za oknem znowu mam wiosenny ogród..

Co tam czas pędziwiatr, wiosna piękna przecież...

-A.G./12.06.11/Paris

Czytany: 747 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: