Wieczorne obawy


Najbardziej bezbronna bywam ciemną nocą,
kiedy tuż przed spaniem zawieszenie broni
głoszę wszem i wobec. Gdy żaby rechoczą
w okolicznym stawie dziwny strach mnie goni.

Wie, że jaźń odchodzi, że broń już odkładam,
będąc sama w łóżku, na cóż mi seksapil?
Mizdrzyć się nie muszę - ciemno u sąsiada
lecz zasłaniam okno, żeby się nie gapił.

Wyzbywszy się śladów dziennego make up'a,
patrzę bladym wzrokiem po kątach sypialni.
Sen już się zaczaił, w szpony chce mnie złapać,
całą rzeczywistość ma zamiar utajnić.

I gdzie twoja mądrość (tu mówię do siebie)
gdzie ostrość spojrzenia i celne riposty?
Pod kołdrą się chowam jak mogę najgłębiej
byle chrobotanie - w stan wpadam żałosny.

Skąd ta bojaźliwość - pytam siebie rano
spoglądając w lustro (teraz pewnym wzrokiem)
mała czarna mini, trochę pudru na nos,
buty na obcasie - koniecznie wysokim.

Nie powiem nikomu, zresztą kto uwierzy?
że się boję cienia (by to trafił szlag!)
W samotności z ciszą obawiam się zmierzyć,
ja się bardzo boję w nocy sama spać.


-A.G./19.05.11/Paris


;-)

Czytany: 746 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: