Prozaiczna proza


Patrzyła przez mosiężną balustradę na wiekowe miasto.
Nie miałoby nic z wielkości, gdyby nie przetkane
gęstą zielenią klonów, kasztanowców i dębów.
Niebosiężne topole bujały w obłokach, z błogim spokojem
przyglądając się pluszczącej o brzegi Sekwanie.
Pont Neuf- odwieczny kochanek trzymał ją zaborczo
w ramionach. Na obu brzegach kwitli zakochani
zatopieni w miłosnych pocałunkach. W spojrzeniach
wiosna siała ciepło i ukojenie. Zapach bzu zawładnął
parkami. Zielone ławki zrobiły się przytulne i miękkie,
ukryte w bukszpanowym zaciszu - wabiły spokojem.
Podniebne mansardy tonęły w powojnikach, wdrapujących
się chciwie, aż po dachy, gdzie leniwe dotąd koty
zaczynały śpiewać nocne serenady. Nawet strzeliste wieże
nie były w stanie powstrzymać ataku wiosny. Wyglądające
między nimi słońce zaczęło puszczać zalotne promienie.
Przymrużyła oczy, maj posiadł ją kolorem i zapachem.
Nie, nie będzie pisać wiersza, dzisiaj wszystko nim jest.
Nawet ona.


-A.G./16.05.11/Paris

Czytany: 663 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: