Julia
W Dziwnowicach w niedzielę, trzeciego dnia z rana
Wychodzi z grobowca panna rozespana.
Jest trochę niepewna i z twarzyczką bladą
Lecz śmierć na niej wcale nie zostawia śladu.

Stęskniona i ciepła chce do chłopca wrócić
Nie pojmuje dlaczego ten chce ją porzucić.
Ale on ze zgrozą patrzy na jej dłonie
I szuka tam sinych obrzęków po zgonie.

Musi w tym zdarzeniu podstęp tkwić okropny
Ubrała ją matka w jej całun żałobny
I nic już żalu jej ojca nie zmieni
Gdyż ją składał sztywną do dębowej skrzyni.

Chociaż usta świeże jak pąsowa róża
Chociaż jaśminowy zapach jej odurza
Choćby każdy na twoją urodę chciał patrzeć
Twojego skonania nic w świecie nie zatrze.

Czytany: 349 razy

R E K L A M A

=>