pranie mózgu


Co to za wojna, gdy patrzysz na swojego kota?
Tyle z tego jest natchnienia, co z myszy obfitości.
Już nikt nie strzela, a kot ma karmy pod dostatkiem.
Kiedyś lot nad gruzami był dla gila zasadzką.
Ruiny przestały być strachem, on z hukiem armat tajał.

Swego czasu świeże góry z ruin były nadzieją i to, jaką!
Osiągałem swój wiek z narracji babci o schronach,
w oczekiwaniu na tulipany i świerszcze nad chwastem,
i wiatr, i nową falę, i wiosnę, co uniesie czoło.

Taki był czas, oszukanie rozrzedziło się z dymem.
Nie można było zauważyć, jak słowa pustoszały w
krzyku. Chciałeś boso stąpać po trawie w rytm
wygłaszany z milczenia na czerwonych dywanach.

Tymczasem nie wiesz o tym, że podnosisz ręce do góry.
Co i jak musimy wydrukować z misji bezgłosu,
co bezboleśnie zniewala żar gdy on pełza do nicości?

Nie słyszysz, Hände hoch, руки вверх, a jednak,
wszystko co masz oddajesz za darmo i na wesoło

Czytany: 440 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: