Tele(wizja)


Patrzę przez palce na niepewne jutro,
wizja bywa tele, biegnie żyłami do skroni,
pulsuje krzykiem a powieka nawet nie drgnie.

Zdarzają się poranki z usterkami, za które
nikt nie przeprasza. Wtedy z odwilżą
skapują obrazy a cisza przebija uszy.

Pamiętam fonię, jest zawsze podwójna,
ma oczy, ręce i szerokie ramiona z uśmiechem.
Nie mieszka pod łóżkiem, to teren kapci.

Mówią, że koniec przerwy wiosną, trzeba tylko
spojrzeć na zielone i wszystko wraca do normy.
Aż trudno uwierzyć, gdy śnieży przed oczyma.

-A.G./12.02.11/Paris

Czytany: 427 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: