Ciężki dzień


Dzień rodził się w bólach, konwulsyjnym gestem,
zgarnął szare brzemię, nabrzmiałe wilgocią.
Otrząsał się z nocy, gdy na ciele dreszcze,
próbowały znowu chorą duszę posiąść.

Zdruzgotany czasem wszechobecnej sepii,
powieki z ołowiu próbował otwierać.
Słońce znów stchórzyło a więc nie pokrzepi
ziemistego ciała, co zimno nadżera.

Wiatr mu towarzysząc wśród nagich gałęzi,
chłodnym namaszczeniem przeszył chore kości.
Deszcz ostatnie ptaki z drzewa już przepędził
i zrezygnowaniem nad twarzy zagościł.

-A.G./28.01.11/Paris

Czytany: 874 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: