Zimowe spotkanie


Wszędzie mróźno, ślisko i nadzwyczaj biało,
za oknem nikogo, chociaż dziwnie skrzypi.
Gdzieś się zapodziała moja letnia śmiałość,
na rozgrzanie biorę z apteczki specyfik.

Otuliwszy ciało w ciepłodajny patchwork,
herbatę lipową popijam i słucham...
Spokój mi zachować nie jest wcale łatwo,
kiedy zawierucha w okiennice stuka.

Nagle pociemniało! Awaria energii?
Gorączkowo myślę, czy za prąd płaciłam.
Czuję słaby powiew koło mojej ręki,
panika mi prawie krew w żyłach zmroziła

I wtedy, eureka! Na śmierć zapomniałam,
przecież to jest pora, kiedy miał powrócić.
Twarz szybko z wrażenia, aż spurpurowiała,
pewnie, że go przyjmę, nie ma żadnych "sousi".

Mogłeś choć uprzedzić, bo znów miałam stracha,
wiesz, że tutaj w domu, jest twoje refugium.
Przytulać do ciebie się nigdy nie waham,
kocham zimę, narty, no i ciebie - Grudniu.

-A.G./03.12.10/Paris

Czytany: 1103 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: