Śnieg


Wstałam rano, tak jak zawsze wpół do szóstej.
Odruchowo się spojrzałam w stronę okna.
Okolica założyła śnieżną chustę,
w miękkich piórach wyglądała wprost zalotnie.

Poznikały szare bruki, zgniłe liście,
pod futrzaną peleryną z małych gwiazdek.
Podejrzewam, że Mikołaj i renifer
piją mleko dla wzmocnienia przed wyjazdem.

A tymczasem biały puszek leci z chmury,
robiąc czapki dość fikuśne nagim drzewom
Kamienice drżące z zimna wnet otuli
i rozjaśni nawet najsmutniejsze niebo.

-A.G./29.11.10/Paris

Czytany: 997 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: