bezdźwięcznie


ile jeszcze snów wykrzyknie
ile chwil rozbierze do naga
jątrzącą raną wyobraźni
rozdartą mgielnym świtem   

jak doszuka się sensu
zamkniętego w pytaniach
czy odpowie na życie i śmierć
znajdzie czas na uprawę miłości

zawodzi jękiem własnego wiatru
w porwanym żaglu minonych scen
wstrzyk łagodnego wschodu
szybko gasi czerwony horyzont

utkwionym głęboko bólem
natchnieniona miłością
do betonowych szkatuł nalewa
niespełniony polot Safony

w podmuchach rwanych paniką
nie wystarcza dla siebie
liście opadają bez jej udziału
z bezczelną drwiącą obojętnością

krople dudnią zwodnym aplauzem
oddycha w pustkę przed wierszem
udaję że za powiekami ciemnych okien
kryje się mistyczna duma mistral

aktorka zadłużonych scen
a poezji nijak na raty nie dadzą
za poszarpaną kurtyną snu
mętnego spojrzenie zgaśnie

a tęsknotę zabierze nad rzekę
to będzie dopiero latem
wtedy nie zmarzną..


-A.G./17.02.2008/Paris

Czytany: 672 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: