Wieczorna podróż


Gdy wierzby warkocze zamoczą w jeziorze,
a wieczór się chłodem rozleje dokoła,
firanka wraz z lampą - z ażuru mi wróży
i cieniem przy oknie maluje anioła.

I nie ma co prawda duchowej postaci,
na nogach kamaszki podszyte nadzieją.
Uśmiechem swawolnym dziecinność tłumaczy,
za ręce mnie łapie - serdecznie się śmiejąc.

Więc czekam co wieczór na dźwięki dzwoneczka,
to on go prowadzi na moje poddasze.
Wybudza mnie ze snu i skrzydła mi wręcza,
śpiewając wesoło, raz altem, raz basem.

Ach, kocham te nasze podniebne podróże,
fruwając pod gwiazdy, zwiedzając Wenecję.
Przed sobą się przyznam, nie trzeba tu wróżek,
że każdy z nasz przecież - od zawsze jest dzieckiem.


-A.G./04.11.10/Paris

Czytany: 827 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: