Październik


To był koniec września, dzisiaj przypominam
sobie, gdy autobus gonił go naprędce.
A naprzeciw blada, posępna dziewczyna,
trzymająca w dłoniach ciut zmarznięte serce.

W polemikę wdał się z odchodzącym wrześniem,
w tajemnicy szepnął wszystkim miejskim parkom,
że znika na chwilę,(było bardzo wcześnie)
a smutnej dziewczynie dmuchnął wiatrem w warkocz.

Na targu wykupił z atłasów czerwienie,
brązy, złote żółcie oraz seledyny.
Porozjaśniał twarze pokryte zmęczeniem,
malując uśmiechy dżemem z żurawiny.

W południe też czmychnął, każdy wiedział dokąd,
przytulał dziewczynę (tą, co była tkliwa).
Astrem pozakwitał i wzleciał wysoko,
wraz z wróblami ćwierkał, dzwonił, rozkochiwał.


-A.G./30.09.10/ Paris

;-)

Czytany: 718 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: