Goła prawda


Palą się gromnice, po twarzy mi kapie,
taki wosk ze łzami, co na ciele znika.
Krople te przelewam na pożółkły papier,
cały mój testament w prawdę października...

A w zakrystii duszy jak w święconej wodzie,
moczę swoje chore, reumatyczne dłonie
by z czystym sumieniem - nawrócony złodziej
przy marnym ołtarzu mea culpa obnieść.

Spowiedzi nie pragnę, ni tych co pomogą,
dla nich moje ''jestem'' przecież gówno znaczy,
bo łamać nie wolno, ani nawet nagiąć,
raz danego słowa, by prawdę wypaczyć...

Czytany: 718 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: