Wieczornie


Wieczór zmienił pokój w mroczną tajemnicę,
znów szarością wkradł się przez otwarte okno,
przetarł sobie szlaki, deszczem tnie jak biczem,
patrzy jak domostwa w łez ulewie mokną.

Patchworkowym pledem otoczywszy plecy,
zatopiłeś ciało w fotelu bujanym,
cień - wierny przyjaciel usiadł na poręczy,
oddany wciąż tobie, pustką zatroskany.

Ten samotny pokój królestwem się zdawał,
kiedy w kątach żyła bezgraniczna miłość.
Dziś zegar z kukułką z godzin cię okrada,
tyka niewzruszenie życiową satyrą.

Jeszcze w głowie słyszysz słodkie ust uśmiechy
gdy gesty nieśmiałe szukając się, drżały.
Teraz siedząc myślisz, kto i czemu zgrzeszył,
ściany jak świadkowie - tęsknoty filary.

Czarodzieju uczuć, byłych i przeklętych,
co mylisz formuły w miłosnych w zaklęciach.
Pamiętaj, że jestem, choć nie żadna święta,
patrzę w twoje oczy z powyższego zdjęcia.

-A.G./19.09.10/Paris

Czytany: 934 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: