Agenci i naród

Szedł Naród przez kraj cały, dość losu roboli
krzycząc: Solidarność i Wolność
Ma być – po latach niewoli.
Wokół sfory agentów by tłum w karby ująć,
a niektórzy co cwańsi na czoło próbują
się wepchnąć i krzycząc jak mogą najgłośniej
kłamią, że oni wiodą – ku wolności – wiośnie.
Ci agenci na smyczach dawnego układu,
Prowadzili kierując – by nie zaszedł – Naród,
Za daleko. By z smyczy nie zerwał się całkiem.
I tak się stało, że choć smycze trochę popuszczali.
Agenci wciąż na czele, aż do dziś – przetrwali.
I tak stał się naród bezwolnym narzędziem
Dla karier tych agentów. Że lepiej nie będzie
I tak trwa w rezygnacji z prawdy, czując zdradę.
Ale zbyt przytłamszony, by walczyć z układem.
Może znowu się kiedyś z bierności obudzi
I wyjdą na ulice – te miliony ludzi
Co opłakiwały razem smoleńską tragedię
W czas bratania agentów, gdy ciała stygły ledwie.


Czytany: 371 razy


=>

Najnowsze


























Top czytanych


























Top Autorzy


























Top Użytkownicy


























Używamy plików cookies, aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. co to są pliki cookie? . WIEM, ZAMKNIJ