Ściema doskonała


Miłością poety być pragnęła,
lekko oddałaby nawet ciało.
Nocą tonęła w romansów perłach,
w uczuciach szczególnie była stała.

I przeszła zima tak oraz wiosna,
obietnicy pismaka czekała.
Trwoniąc łzy latem, mniej już radosna,
bestselerowski stwarzała dramat.

Jesienią od mchów pozieleniała
w rymy męskie swój kładła koloryt.
Mickiewiczowskim tonem znaczyła
dopełniaczowe wprost metafory.

On ją zapewniał telefonicznie,
jest specjalistą od spraw lirycznych
jego utwory bardzo poczytne
na topie portali kwitną ślicznie.

Grafomanizm przed nią całkiem zatajał,
pod miedzą skrywał się jak zając.
Wersety innych tylko cytował,
orzeczenia zbyt często zmieniając.

Znawca poezji z niego był marny.
Wtrącał akcent paraksytoniczny,
czytając na głos tonem zbyt hardym,
wszystkie wiersze sylabotoniczne.

Konanie jej trwało bardzo krótko.
W trzeciej sylabie słowa "odkochać"
kark połamała błędną średniówką
- łzą daktyliczną zaczęła szlochać

Dobił ją ciszą trzykropkiem martwą,
z otwartymi ustami zemdlała.
Pogrzebał miłość dość groteskowo.
Ach! Zbrodnia to była doskonała.

-A.G./23.07.10/

Czytany: 602 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: