Zapach paczuli


Zapomnieć bym chciała twoich dłoni dotyk,
patrząc na wyschnięty bukiecik stokrotek.
Dałeś mi go latem, przy leśnych zaroślach,
tam gdzie otulała cieniem stara sosna.

Czując twoje ciepło, tak się rozkleiłam
gdy w rozmowie ze mną mówiłeś mi - miła.
Spoglądałeś badawczo w dekoltu balkonik,
mówiąc - bardzo ładny ten wisiorek - słonik.

Zanurzałeś palce i lubiałeś tulić,
zostawiając na mnie aromat paczuli.
Słodki sok poziomek z ust moich spijałeś,
to w zasadzie wszystko co mi wtedy dałeś.

Znudzony słodyczą i mymi ustami,
zasnąłeś przy krzakach między jałowcami.
W głowie mi szumiały, wrzos, rumianek, mięta,
tylko ja biedaczka zostałam nietknięta.

Dzięki owej randce wśród przydrożnej mięty,
honor mój pozostał nawet nie muśnięty.
Za mąż jednak wyszłam za kogo innego,
i o dzieci nie musiałam prosić niebios.

-A.G./22.07.10/

Czytany: 617 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: